Psychiatryczny.
Wizyta na dziecięcym oddziale psychiatrycznym. Jeden starszy nastolatek, jakaś trójka gimnazjalistów, gromadka dzieci. Sympatyczni i uśmiechnięci. Przemiła pani doktor, kilka równie wesołych pielęgniarek. Wpierw wizyta w dużurce z pięknymi wielkimi oknami z widokiem na jedną z sal. "Dzień dobry, my studenci. Do dzieci przyszliśmy". Odpowiedź: "O jak fajnie, zapraszamy!"
No to idziemy z kumplem do pokoju terapeutycznego. Dzieci grzecznie siedzą i oglądają film z DVD na plaźmie albo innym LCD. Nie wiem. Nie rozróżniam.
Kolega: Co oglądacie?
Dziewczynka: Święci z Bostonu.
Myślę sobie - nie znam filmu. Nie widziałem go. Patrzę na twarz kolegi, a ten ledwo się ze śmiechu powstrzymuje. Parska i prycha. No to odwracam się w stronę telewizora i widzę: krew tryska i sika na wszystkie strony, nagle komuś przypalają żelazkiem rękę. Sobie myślę: o cholera.
Wtem wchodzi uśmiechnięta pani doktor i nagle mina jej zrzędła. Myślę sobie: O CHOLERA!
Doktor: A cóż wy oglądacie?
Dziewczynka: Święci z Bostonu.
Doktor: Bardzo proszę mi ten film wyłączyć! To nie jest dla was film!
Film został wyłączony, płyta wyciągnięta, a my mogliśmy wypełnić powierzone nam zadanie.
Potem dowiedziałem się, że film jest naprawdę bardzo brutalny. Gdybyśmy się nie pojawili, pielęgniarki w ogóle by się nie zorientowały co oglądają młodzi pacjenci:) A większość była zdecydowanie za młoda na takie kino.
Teraz już wiem jak wygląda dziecięcy szpital psychiatryczny. Piękny obraz sobie skontruowałem, nie ma co :)