Wpisy z tagiem: praktyki

piątek, 22 lipca 2011
Półmetek.

Połowa praktyk odbębniona.

Zaczynam porannym prysznicem, kawą i papierosem. Po podbiciu przysłowiowej karty na zakładzie pracy zaczyna się wczesnoporanna pielęgniarska zawierucha. Nauczyłem się wkłuwać w żyły, robić iniekcje, przygotowywać kroplówki, nebulizatory. Cewnikowałem kobietę w ciąży, która chwilę potem urodziła ślicznego neonatusa. Karmiłem pacjenta, który nie był w stanie jakkolwiek się poruszyć - fajnie było obserwować jak z każdym dniem jadł coraz więcej zupy. Nauczony przez panią doktor wentylowałem pacjenta w czasie znieczulenia ogólnego. Ta sama doktorka wspominała że jak znajdzie się dobry pacjent to nauczę się też intubować. Reanimowałem razem z kolegami pacjentkę. Nawet wróciła podczas mojego masażu ale co z tego, gdy za kwadrans znów się zatrzymała. Potem pomagałem odłączyć od niej wszystkie rurki i zapakować w worek. Obserwowałem cholecystektomię laparoskopową, plastykę macicy, wycięcie guza okrężnicy poprzecznej, podczas których to operacji podawałem instrumentariuszce nici, gaziki i inne pierdzielniki. I poznałem kilka leków anestezjologicznych. Oglądałem monitory podczas echa przezprzełykowego, bronchoskopii, gastroskopii, TK, MRI. Poznałem kilku ciekawych pacjentów, lekarzy, pielęgniarek i innych praktykantów ;)

Ale najprzyjemniej wspominam panią ordynator z pulmunologii, która olewała pacjentów i ich rodziny tylko po to, aby jak najwięcej nam powiedzieć, pokazać, potłumaczyć, coś dla nas załatwić. Od tych rentgenogramów pacjentów z suchotami to aż się w głowie kręciło. Szkoda że już się z nią nie spotkam do końca moich praktyk.

Teraz kolejna połowa przede mną. Mam nadzieję że będzie równie intensywna :)

piątek, 15 lipca 2011
Praktyki.

Pierwszy tydzień praktyk minął. Minął głównie na poznawaniu szpitala i odkrywaniu możliwości, jakie daje studentom po pierwszym roku medycyny. Po porannym ruchu, czyli wkłuciach i pomiarach ciśnień, nudziłem się i paliłem papierosy przy kawie, dopiero po dwóch godzinach przenosiłem się na chirurgię. Dwie operacje się zazwyczaj obejrzy.

Trochę denerwuje mnie że więcej jest oglądania badań - czy to bronchoskopii, echu serca, TK, MRI czy operacji, niż prawdziwej pielęgniarskiej praktyki. Owszem, kręcą mnie badania, ale co mi po nich, gdy gówno z nich rozumiem. Wolałbym nabrać precyzyjnej ręki we wszelakiego rodzaju wkłuciach.

Pocieszającym jest fakt, że opracowałem sobie plan biegania między oddziałami, tak aby po ostatnich zastrzykach na jednym z nich, zaraz przenieść się na drugi, a potem na trzeci.

 

Jako że wstydzę się biegać po oddziale ze stetoskopem na szyi, bo znam swoją wartość - w końcu jestem per panem gówno - a niewygodnie jest trzymać w jednej ręce sfingomanometr, w drugiej stetoskop a w trzeciej kartkę do notowania, wymyśliłem sposób. Zamiast stetoskopu na szyi noszę sfingomanometr.

Uwielbiam łamać konwenanse.

poniedziałek, 11 lipca 2011
Znajomości.

Lubię mieć dużo znajomych. Najlepiej w bardzo wielu dziedzinach. Zawsze można zwrócić się z prośbą o pomoc w naprawieniu samochodu, założeniu instalacji elektrycznej. Poprosić o koleżeńską poradę prawną czy lekarską. Ale mierzi mnie bezczelne kolesiostwo. Załatwiania po znajomości tylko po to żeby właśnie te znajomości wykorzystać. Załatwiania nie dla pomocy w trudnej sytuacji, ale załatwiania żeby być wyżej niż przeciętna osoba.

Zacząłem dzisiaj praktyki w niewielkim szpitalu w mojej miejscowości. Grzecznie poszedłem na oddział, poobserwowałem pracę pielęgniarek i lekarzy. Wykonywałem polecenia, mierzyłem ciśnienie, podłączałem kroplówki, woziłem pacjentów.

Kolega za to, jako syn lekarza z owego szpitala, po wszystkich oddziałach biega jak po łące i na wszystkie zabiegi się pcha. A większość lekarzy miło się do niego uśmiecha i pozwala mu hasać jak rusałeczka gdzie tylko mu się spodoba. A ja, pomykam po korytarzu oddziału i szukam osoby, której mógłbym się przydać.

Z drugiej strony nie muszę być gorszy. Też mogę wchodzić gdzie mi się podoba. Dzisiaj oddziałowa pyta mnie: "A pan to syn doktora co to u nas pracował?" A ja wzrok w podłogę; odpowiadam: "tak".

Bo wkurwia mnie gdy ktoś traktuje mnie inaczej gdy tylko dowie się jak mam na nazwisko. Nieważne czy traktuje mnie gorzej czy lepiej. Mam ochotę wrzasnąć: "Kurwa! Oceniajcie mnie a nie nazwisko!".

I wkurwia mnie gdy pielęgniarki mówią do mnie per "panie doktorze". Pewnie z sympatii, w końcu syn lekarza też na lekarza się kształcący. Ale o ile stare pacjentki wołają mnie "panie doktorze" to jeszcze zrozumiem. W końcu na czole nie mam napisanego, że jestem studentem. Ale pielęgniarki mogłyby sobie odpuścić. Bo na razie, według znanego na uczelniach medycznych  schematu, jestem "panem Gównem" a nie "panem doktorem".