Wpisy z tagiem: praktyki

czwartek, 29 sierpnia 2013
Praktyki wakacyjne

Dawno mnie nie było. Dużo zajęć, intensywne wakacje, internet nie hula tak jak bym chciał. Tak się usprawiedliwiam :)

Napisać dzisiaj chciałem o praktykach, na które przyznam, czekałem z utęsknieniem. Bo po trzecim roku student ma obowiązek odbyć praktyki na oddziale internistycznym. A że po trzecim roku już umiem zbadać pacjenta i popatrzeć na niego z bardziej medycznego punktu widzenia, spodziewałem się dobrej zabawy. Trochę się przeliczyłem :)

Praktykować miałem przyjemność na dwóch oddziałach. Oficjalnie na internistyczno-kardiologicznym z pododdziałem reanimacyjnym oraz na oddziale chorób płuc, w ramach "dobrego serca" szefostwa. Wdzięczny jestem im niezmiernie, gdyż jak się okazało, leżała tam spora ilość interesujących pacjentów a i personel był bardzo "prostudencki" pokazując, tłumacząc i wyjaśniając. W przeciwieństwie do mojego oddziału oficjalnego, gdzie czułem się trochę jak mebel przenoszony spod jednej ściany pod drugą. Summa summarum, widziałem trochę, porobiłem trochę, pobadałem trochę i dowiedziałem się trochę. Nie jest źle, ale mam wrażenie że nie wykorzystałem w pełni potencjału oddziałów i możliwości które mi się nadarzyły, ale było to po części związane z moim morowym lipcowym nastrojem. Nie lubię letnich miesięcy i źle się czuję na słońcu. Wolę zimę i mrok. Jak to stwierdził mój kolega: "wy wampiry to tak macie" ;)

Jeżeli chodzi o samych pacjentów, to przeważali (co w sumie nie dziwne) pacjenci starsi, z zaostrzeniami swoich przewlekłych chorób. Sporo nasłuchałem się wszelakich szmerów i fenomenów, poszlifowałem osłuchiwanie serca, które jest moją piętą achillesową, porozmawiałem z pacjentami o ich życiu i chorobach. Może nawet pozwalałem im na zbyt duży słowotok, ale mam to do siebie, że lubię słuchać obcych ludzi ;)

Z co ciekawszych postaci to przeważali alkoholicy, trafił nam się kryminalista, kilkoro młodych osób i jeden sprawca śmiertelnego wypadku o którym rozpisywały się gazety. Przyznam że wywołał u mnie mieszane uczucia, gdyż z jednej strony żal mi było młodego chłopaka, który zmarnował sobie życie i żalił mi się z tego powodu; z drugiej natomiast żal było ofiar wypadku.

Na szczęście szybko mi przeszło, bo zostałem zagoniony do roboty manualnej. A praktycznych umiejętności też trochę nabyłem, gdyż miałem przyjemność badania fizykalnego każdego "klienta", interpretacji badań chemicznych i obrazowych, nieskutecznego intubowania pacjenta i wentylowaniu go po poprawkach rurki przez lekarza, wykonania premedykacji przy bronchoskopii i kilku innych pomniejszych czynności. Do przyjemnych rzeczy zaliczę również picie kawy i palenie papierosów razem z przemiłym personelem pielęgniarskim :)

Wakacje spędzam aktywnie. Żwawo przekładam się z boku na bok razem z podręcznikiem, przygotowując się do poprawki. Trzeba by się w końcu dostać na ten czwarty rok.

Odezwę się jeszcze kiedyś :)

Tagi: praktyki
14:36, krsp8
Link Komentarze (4) »
środa, 19 września 2012
Jeszcze dycham

Oświadczam że żyję, a nie pisałem bo... w sumie to nie wiem czemu nie pisałem. Może dlatego że jebałem się z pewnym przedmiotem i nie miałem ochoty na nic?

Tak czy siak, jestem, postaram się pisać, sesję zaliczyłem w pierwszym terminie, praktyki odbębniłem, po Polskiej stronie popodróżowałem, kaca jeszcze nie wyleczyłem, w uczelniane miasto przybywam w przyszłym tygodniu.

Krótka historyjka z praktyk:

Otóż pewnego pięknego wieczora siedzę sobie ze znajomymi pod chmurką, pijąc kolejne piwko, gdy przechodzi koło nas banda dresów, z wyraźnym zamiarem zaczepki. Skończyło się pyskówką i gorzkimi słowyma z obu stron.

Następnego, pięknego poranka, spacerując korytarzem POZetu spostrzegam opierającego się o ścianę jednego z debili napotkanych poprzedniego wieczora. Dumnie wypiąłem pierś, poprawiłem fartuch, założyłem słuchawki na szyję i mężnie krocząc przed siebie minąłem owego lamusa, spoglądając na niego wzrokiem jednoznacznie mówiącym: "Misiu, teraz jesteś mój".

I z satysfakcją obserwowałem przestrach i zdziwienie w jego oczach. Teraz mijając mnie na ulicy ucieka wzrokiem.

Jak to mówią, przyjdzie kryska na matyska.

Tagi: praktyki
16:04, krsp8
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 lipca 2011
Półmetek.

Połowa praktyk odbębniona.

Zaczynam porannym prysznicem, kawą i papierosem. Po podbiciu przysłowiowej karty na zakładzie pracy zaczyna się wczesnoporanna pielęgniarska zawierucha. Nauczyłem się wkłuwać w żyły, robić iniekcje, przygotowywać kroplówki, nebulizatory. Cewnikowałem kobietę w ciąży, która chwilę potem urodziła ślicznego neonatusa. Karmiłem pacjenta, który nie był w stanie jakkolwiek się poruszyć - fajnie było obserwować jak z każdym dniem jadł coraz więcej zupy. Nauczony przez panią doktor wentylowałem pacjenta w czasie znieczulenia ogólnego. Ta sama doktorka wspominała że jak znajdzie się dobry pacjent to nauczę się też intubować. Reanimowałem razem z kolegami pacjentkę. Nawet wróciła podczas mojego masażu ale co z tego, gdy za kwadrans znów się zatrzymała. Potem pomagałem odłączyć od niej wszystkie rurki i zapakować w worek. Obserwowałem cholecystektomię laparoskopową, plastykę macicy, wycięcie guza okrężnicy poprzecznej, podczas których to operacji podawałem instrumentariuszce nici, gaziki i inne pierdzielniki. I poznałem kilka leków anestezjologicznych. Oglądałem monitory podczas echa przezprzełykowego, bronchoskopii, gastroskopii, TK, MRI. Poznałem kilku ciekawych pacjentów, lekarzy, pielęgniarek i innych praktykantów ;)

Ale najprzyjemniej wspominam panią ordynator z pulmunologii, która olewała pacjentów i ich rodziny tylko po to, aby jak najwięcej nam powiedzieć, pokazać, potłumaczyć, coś dla nas załatwić. Od tych rentgenogramów pacjentów z suchotami to aż się w głowie kręciło. Szkoda że już się z nią nie spotkam do końca moich praktyk.

Teraz kolejna połowa przede mną. Mam nadzieję że będzie równie intensywna :)

piątek, 15 lipca 2011
Praktyki.

Pierwszy tydzień praktyk minął. Minął głównie na poznawaniu szpitala i odkrywaniu możliwości, jakie daje studentom po pierwszym roku medycyny. Po porannym ruchu, czyli wkłuciach i pomiarach ciśnień, nudziłem się i paliłem papierosy przy kawie, dopiero po dwóch godzinach przenosiłem się na chirurgię. Dwie operacje się zazwyczaj obejrzy.

Trochę denerwuje mnie że więcej jest oglądania badań - czy to bronchoskopii, echu serca, TK, MRI czy operacji, niż prawdziwej pielęgniarskiej praktyki. Owszem, kręcą mnie badania, ale co mi po nich, gdy gówno z nich rozumiem. Wolałbym nabrać precyzyjnej ręki we wszelakiego rodzaju wkłuciach.

Pocieszającym jest fakt, że opracowałem sobie plan biegania między oddziałami, tak aby po ostatnich zastrzykach na jednym z nich, zaraz przenieść się na drugi, a potem na trzeci.

 

Jako że wstydzę się biegać po oddziale ze stetoskopem na szyi, bo znam swoją wartość - w końcu jestem per panem gówno - a niewygodnie jest trzymać w jednej ręce sfingomanometr, w drugiej stetoskop a w trzeciej kartkę do notowania, wymyśliłem sposób. Zamiast stetoskopu na szyi noszę sfingomanometr.

Uwielbiam łamać konwenanse.

poniedziałek, 11 lipca 2011
Znajomości.

Lubię mieć dużo znajomych. Najlepiej w bardzo wielu dziedzinach. Zawsze można zwrócić się z prośbą o pomoc w naprawieniu samochodu, założeniu instalacji elektrycznej. Poprosić o koleżeńską poradę prawną czy lekarską. Ale mierzi mnie bezczelne kolesiostwo. Załatwiania po znajomości tylko po to żeby właśnie te znajomości wykorzystać. Załatwiania nie dla pomocy w trudnej sytuacji, ale załatwiania żeby być wyżej niż przeciętna osoba.

Zacząłem dzisiaj praktyki w niewielkim szpitalu w mojej miejscowości. Grzecznie poszedłem na oddział, poobserwowałem pracę pielęgniarek i lekarzy. Wykonywałem polecenia, mierzyłem ciśnienie, podłączałem kroplówki, woziłem pacjentów.

Kolega za to, jako syn lekarza z owego szpitala, po wszystkich oddziałach biega jak po łące i na wszystkie zabiegi się pcha. A większość lekarzy miło się do niego uśmiecha i pozwala mu hasać jak rusałeczka gdzie tylko mu się spodoba. A ja, pomykam po korytarzu oddziału i szukam osoby, której mógłbym się przydać.

Z drugiej strony nie muszę być gorszy. Też mogę wchodzić gdzie mi się podoba. Dzisiaj oddziałowa pyta mnie: "A pan to syn doktora co to u nas pracował?" A ja wzrok w podłogę; odpowiadam: "tak".

Bo wkurwia mnie gdy ktoś traktuje mnie inaczej gdy tylko dowie się jak mam na nazwisko. Nieważne czy traktuje mnie gorzej czy lepiej. Mam ochotę wrzasnąć: "Kurwa! Oceniajcie mnie a nie nazwisko!".

I wkurwia mnie gdy pielęgniarki mówią do mnie per "panie doktorze". Pewnie z sympatii, w końcu syn lekarza też na lekarza się kształcący. Ale o ile stare pacjentki wołają mnie "panie doktorze" to jeszcze zrozumiem. W końcu na czole nie mam napisanego, że jestem studentem. Ale pielęgniarki mogłyby sobie odpuścić. Bo na razie, według znanego na uczelniach medycznych  schematu, jestem "panem Gównem" a nie "panem doktorem".