Wpisy z tagiem: anatomia

niedziela, 03 lipca 2011
Egzamin.

Już nie będę udowadniał żadnemu profesorowi, że pierdoli głupoty.

I tak zamiast 4,5 prawie dostałem mierną, bo profesor nie miał pojęcia o rdzeniu przedłużonym, a mimo to chciał mi udowodnić że ma rację. W ogóle po rozmowie ze znajomymi stwierdziliśmy że słaby jest z cun.

Nic. Chuj z tym, przedmiot zaliczony.

 

Dziesięć godzin w pociągu. Stacja docelowa gdzieś na wschodnich rubieżach. Przerwa na papierosa. Samochód. Półtorej godziny jazdy. W końcu - dom rodzinny. Pełna lodówka. Ciepła pościel. Wyprasowane ubrania. Starzy znajomi w pobliskiej knajpie. Poczułem że żyję. Ale spokojnie, za dwa dni będę marudził że się nudzę.

Ale na razie ma być spokój.

/Wybaczcie chaotyczność, ale jeszczem zmęczonym i bezkofeinowym tego dnia.

Tagi: anatomia
11:43, krsp8
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 maja 2011
Obrażalskie murzyny.

Wykład z anatomii prawidłowej.

"Bo wiecie, istota czarna to po łacinie substantia nigra. No, niger, że murzyn. A w ogóle murzyni to jacyś strasznie niemili są. Bo jak im właśnie tłumaczę o istocie czarnej i powtarzam tak jak wam: niger - murzyn, to śmiertelnie się obrażają. Ot tak."

/Byliśmy twardzi i zachowywaliśmy w większości kamienne twarze. Tylko co poniektórzy prawie podusili się z tłumienia śmiechu.

Tagi: anatomia
19:33, krsp8
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 marca 2011
Ciach, ciach.

Zaopatrzony w zestaw małego inkwizytora, tj, skalpele, pensetę, wraz z trójką znajomych udaliśmy się do prosektorium w celu podrasowania preparatu kończyny dolnej. Ot, tutaj usunąć powięź, tutaj uwidocznić naczynia, tutaj pozbyć się skóry itp itd. Robota sympatyczna, chociaż żmudna i nie taka prosta jak by się to wydawało. Czasem ręka się omskła i skalpel poleciał za daleko, przecinając trochę za głęboko, ale tak czy siak szło nam całkiem nieźle. Po za tym niezła okazja, coby przypomnieć sobie anatomię kończyny dolnej. A i śmiechu kupa. Żarty, żarciochy studentów i pani doktor. Zabawa przy krojeniu i przy gadaniu jest przednia.

Dziwi mnie natomiast, dlaczego tylko nasza czwórka na całym roku zainteresowała się preparacją. Czyżby koledzy studenci nie mieli wewnętrznej potrzeby większego zagłębienia się w tajniki budowy ludzkiego ciała? A z resztą. Nie moja rzecz. Moja rzecz - moją robić rzecz.

Jeszcze bardziej mnie dziwi natomiast reakcja innych ludzi, w tym części mojej rodziny na informację że kroję ciało. Nawet co poniektórzy lekarze otwierali szeroko oczy ze zdziwienia na wieść że krs preparuje. Co w tym dziwnego, że jako student medycyny tnę ludzkie szczątki, w celu, tak, przyznam, głównie zabawy, ale i dokładniejszego poznania anatomii? Coś zdrożnego? Coś niesmacznego? Coś nieludzkiego?

Pamiętam moją nauczycielkę biologii z ogólniaka, która miała pewne mieszane uczucia czy oglądać słynną wystawę wypreparowanych zwłok metodą plastynacji przez Gunthera von Hugensa (jak to, ludzkie zwłoki na widoku?), czy też koleżankę z klasy, która w czasie gościnnego pobytu w prosektorium, mocno przeżywała widok ludzkich serc, nerek, mózgów, wątrób i innych organów. Nota bene, również studiuje dzisiaj medycynę ;)

Ja tam nie patrzę na zwłoki jak na człowieka. Ot, preparat i tyle.

 

Czas na wieczorny piątkowy odpoczynek przy kuflu chrzczonego studenckiego piwa w promocji.

środa, 23 lutego 2011
Lvl Two.

Pierwsze dni na uczelni przebiegają gładko. Na anatomii tak bardzo jeszcze nie męczą, z histologii i embriologii odbyły się dopiero pierwsze zajęcia. Studenci i asystenci są wypoczęci, co skutkuje miłą atmosferą, częstym wymienianiem uśmiechów i wieloma żartami w trakcie zajęć. Podejrzewam jednak, że atmosfera ta utrzyma się co najwyżej do końca tygodnia.

Sławę w naszej grupie nabrała pewna asystentka z anatomii, która upatrzyła sobie akurat nas i zawsze właśnie nam podbiera materiały – preparaty, modele, kości – na wieczne oddanie. Dlatego od jakiegoś czasu walczymy o nasze pomoce naukowe wszelakimi sposobami.

Praca przy preparatach:

Doktor pokazuje nam mięśnie na kończynie, a ja i mój kolega spostrzegamy asystentkę bacznie przypatrującą się na nasze preparaty. Gdy tylko podeszła, aby znowu od nas coś „pożyczyć”, poczęliśmy lamentować i narzekać, w jakim to fatalnym stanie są preparaty i jak to nic na nich nie widać.

Cieszę się, że nasza pani doktor z parsknięciem i wybuchem śmiechu powstrzymała się, aż nasza ulubiona asystentka oddali się na parę kroków.

 

Praca przy preparatach:

Asystentka: Pani doktor to te dobre kończyny przegląda?

Dr: Nie no, akurat nie te dobre...

Po odejściu asystentki, wybitnie pod nosem:

Ale i tak są całkiem niezłe...