Wpisy z tagiem: biochemia

środa, 22 lutego 2012
Różnie, różniasto.

Sesja zaliczona, egzaminy popchnięte, ferie wykorzystane, niedobory alkoholu uzupełnione, kontakty towarzyskie odświeżone, zjazd na dupie po śniegu na kartonie zaliczony;)

Ulubiony przedmiot w trzecim semestrze? Zdecydowanie biofizyka, która wśród wielu osób na roku cieszyła się ogólną nienawiścią. Mi tam się podobała - w końcu jakiś przedmiot, gdzie było wymagane analityczne, a nie odtwórcze, myślenie. W końcu jakieś wzory i wykresiki, po których można było się zorientować o co chodzi. W końcu coś trzeba było policzyć, zauważyć, pomyśleć. W końcu abstrakcyjne teorie o elektromagnetyźmie, prądzie stałym, termodynamice, fizyce elementarnej ze szkoły się przydały. Już nigdy nie będę żałował ani jednej minuty spędzonej w ławce w pracowni fizycznej w ogólniaku ;)

Jest tylko jedna rzecz, która psuje mi humor. Ostry ból w klatce, który wymógł na mnie wizytę w POZ. Szybkie RTG, szybka diagnoza: pneumothorax dexter. Mam pokazać się na kontroli USG i RTG, po której lekarz stwierdzi czy należy się kłaść na oddział. Nie lubię leżeć w szpitalu. Nie lubię, mimo że nigdy nie leżałem ;)

Laboratorium z biochemii:

- Ok, drodzy państwo. Czy ktoś jeszcze ma probówkę do wirowania? Nie? No to włączamy maszynę. (Do mnie) Pan pozwoli, że sama to włączę.

- Oczywiście Pani Doktor. Ja tam inżynierem nie jestem.

- Ja też nie.

- No ale widzi Pani, ja to wykształcenie zaledwie średnie mam, a Pani wyższe.

- Ma pan rację, proszę mnie przepuścić do wirówki.

Guzik wciśnięty, czas wirowania ustawiony, maszyna zaczyna buczeć i mruczeć. Zadowolona Pani Doktor odsuwa się pod ścianę.
Nagle dzyń! Wirówka się wyłączyła. Otwieramy klapę, a tam... klapa. Frakcje nie odwirowały się. Rozglądamy się wokół, co się mogło stać.

- Wie pani Doktor, ja to wykształcenie zaledwie średnie mam, ale za moich czasów to trzeba było wpierw włożyć wtyczkę do gniazdka...

I wesoło macham końcówką kabla.

- No tak, bez prądu nie działa.

Koniec końców wyniki doświadczenia wyszły najdokładniej z całej grupy ;)

piątek, 07 października 2011
Biochemia.

Laboratorium z biochemii.

Oznaczanie białka metodą biuretową. Roztwory przygotowane, stoję przed spektrofotometrem. Za plecami prowadząca.

No to leję roztworu do kuwety. Mały otwór na szczycie, a rozlać nie wypada. W końcu pierwsze ćwiczenia. Wpadka w moim odczuciu niemile widziana.

Prowadząca: A co się panu tak ręce trzęsą? To nie te czasy, gdy za zepsucie spektrofotometru z hukiem i bez pytania na bruk studentów i pracowników wyrzucali. Spokojnie!

Chwila konsternacji, uspokojenie ręki.

Prowadząca: Nie chwaląc się, dzięki temu etat tutaj dostałam.

 

W ogóle to chodzi u nas legenda, że po wojnie jeden z profesorów w katedrze skarb znalazł... Że platyna... Okazało się że to niemieckie przedwojenne zapasy do doświadczeń.